..
Blog ... czyli dwa słowa na temat...

16 | 21825
 
 
2011-08-21
Odsłon: 1183
 

ALFABET ROZSYPANY

D – jak droga

Droga może być prosta lub kręta. Po kamieniach, po piachu, po asfalcie. I w przeciwieństwie do konia ( dlaczego akurat do konia?) nie można przecież powiedzieć : jaka jest droga , każdy widzi. Każdy widzi ją inaczej, każdy na innej idzie jedzie. Czasami czołga się, jeśli nie ma sił. Lub na kolanach. Patrzy pod nogi lub w horyzont ma zapatrzony wzrok. Nie. Droga jest za każdym razem inna.  Są jeszcze zakręty. I tych należy się bać. Bać? A może wręcz przeciwnie, wypatrywać ich z nadzieją. Bo przecież nie wiadomo, co jest za zakrętem. Może TIR a może TIRówka. Może za zakrętem jest słoneczny dzień, gdy tymczasem leje jak z cebra. Wichury i tornada. Sam moment bycia na zakręcie bywa niebezpieczny. Można się przewrócić. Poślizgnąć. I za cholerę, nie wiem czy w takim momencie trzeba przyspieszyć czy wręcz przeciwnie zwolnić.

 

G- jak góry

Z definicji Wikipedii : Górawypukła forma ukształtowania terenu o silnie urozmaiconej rzeźbie, wysokościach względnych w stosunku do najbliższych den dolinnych powyżej 300 m i dużym nachyleniu stoków. Ze względu na wysokości względne i stromość stoków wyróżnia się góry niskie, średnie i wysokie. Ze względu na sposób powstania wyróżnia się góry fałdowe, zrębowe i wulkaniczne.

Zmęczenie, widoki, satysfakcja z przebytego szlaku, ze zdobytego szczytu nawet, jeśli miałby być zdobyty „turystycznym szlakiem” Nie każdy musi być alpinistą, taternikiem. Czasami jeździ się po widoki. Albo na piwo nad Morskie Oko. Ostatnio dotknąłem oczami Gór Świętokrzyskich. Jechałem motocyklem z Warszawy do rodziny. Czas gonił jak zwykle, więc nie zdecydowałem się na skręcenie gdzieś w okolicach Skarżyska Kamiennej żeby podjechać pod Łysicę. Byłem w grudniu(http://www.goryonline.com/blogwpis-1351 ) – na razie mi wystarczy. Ale oczy zdążyłem nasycić.

 

M – jak miłość

Zakochałem się. Tak szczeniacko jak małolat. Kiedyś w Pieninach. (http://www.goryonline.com/blogwpis-847) W górach. Po nocy śniłem. Wyjeżdżając obiecałem sobie, że wrócę – że pojedziemy razem w Tatry. W Tatrach bywałem sam. Tak się złożyło jakoś. Ale źle nie jest.  Lubię być sam na szlaku. Przyzwyczaiłem się. Sam sobie jestem przewodnikiem i maruderem. Nadaję tempo. Odpowiadam sam za siebie. Tak jest lepiej? Tak jest – na razie.

A ostatnio bardziej niż w górskie szczyty zapatrzony jestem w Jej oczy. Kocham gdy śmieją się do mnie.

 

P- jak powrót

Przez ostatni rok było mi obojętne czy i gdzie wrócę. Gdzie się położę. Jaka barwę będzie miało jutro. Czy w ogóle będzie ( proszę nie wmawiać mi depresji tylko). Na krajowej siódemce jechałem 120 km/h z dziką satysfakcją mijając TIR-y ( odwet za zeszłoroczny sezon) Ponidzie opuszczałem pod deszczowymi chmurami. Trochę martwiłem się o Kielce. Ale nie padało. To dobrze, nie zmokłem. Warszawa – słońce, ciepło. I ona, jej dotyk, uśmiech. Do Niej wracałem. Dobrze mieć, do kogo wracać. Dobrze, jeśli ktoś czeka…..

 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd